Powód by wstać

Chyba nie tylko mi czasami (czyt. prawie codziennie) nie chce zwlec się z łóżka, a jak to zrobię to humor z poprzedniego dnia zniża się do zerowego poziomu. Zaciskam zęby, wstaję, robię wszystkie podstawowe czynności poranne i robię to, co zwykle. Każdego dnia, zwykle wieczorami, obiecuję sobie, że w końcu zacznę tworzyć coś nowego, coś fizycznego ale także coś w głębi siebie. Cóż… Może raz to wyjdzie, ale zazwyczaj jest tak, że siedzę sobie w swojej wygodnej skorupce i nie robię nic pożytecznego, byle tylko „jakoś przeżyć dzień”.

Czemu człowiekowi nie chce wstawać się z łóżka? Myślę, że ma w tym swój wpływ brak perspektywy, planów na przyszłość, a także monotonia tego życia, jakie niestety wiedzie go ku upadkowi. Bo czy zadowala nas życie, w którym robimy w kółko to samo?

Czy umierając jutro, moglibyśmy spokojnie powiedzieć, że nasze życie było szczęśliwe?

W tym problem. Większość ludzi nie mogłaby tego przyznać. Odkładamy wiele spraw na jutro, licząc że kiedyś może tego dokonamy. Los jest nieprzewidywalny, więc nigdy nie wiemy, co nas czeka. Dlatego to, co jest dla nas ważne, to czego oczekujemy od siebie, to czego pragniemy, marzymy o tym, spełnijmy już dziś. Nie chodzi mi o jakieś dalekosiężne plany, ale to, co naprawdę możemy zrobić już TERAZ.

Każdego dnia mam zamiar rysować portrety ludzi, nie wychodzi mi najgorzej. Zabieram się do tego każdego dnia, ale zawsze znajduję jakąś wymówkę. Tu za mało czasu, a tu sobie poczytam, a tu może coś pooglądam. Tak mija dzień za dniem i każde moje nowe przedsięwzięcie legnie w gruzach. Rysowanie, pisanie opowiadań i wierszy na konkursy, nauka by potem zdać maturę i iść na dobre studia. To błahostki… Ale przede wszystkim obiecuję sobie wciąż na nowo, że BĘDĘ DOBRYM CZŁOWIEKIEM.

Tak.

A potem nadchodzi dzień, gdzie zaczynam go prawie codzienną kłótnią z rodzicami, potem zdenerwowanie na bliskie mi osoby, złe samopoczucie w szkole i wszystko sprowadza się do jednego: Powód by wstać. Bo w snach wszystko staje się łatwiejsze.

Bo czym jest mój powód by wstać z łóżka? Te wszystkie rzeczy, które źle wpływają na innych na mnie? Te obiecanki cacanki, złoszczenie się i krzywdzenie ludzi, nic nie robienie by poczuć w końcu, że żyję, czuję, istnieję, nic w stronę samoakceptacji?

Więc czym jest mój powód by wstać z łóżka? Jedynie wiarą na lepsze jutro. To kółko, bo wciąż jest to samo, ale wiara jest wiarą i jej nigdy za wiele.

A co jest Waszym powodem do wstania?

B.

 

Reaktywacja Top 5 #14

Postanowiłam „reaktywować” Top 5 piosenek w moim teraźniejszym życiu. Wciąż lubię o tym pisać i dzielić się tymi pięknymi melodiami, więc mam nadzieję, że da Wam to jakąś możliwość posłuchać czegoś, czego jeszcze nie znacie 🙂

  1. „Dangerous Night” – Thirty Seconds To Mars

Jest to najnowsza piosenka tego zespołu. Przyznam szczerze, że naprawdę mi się podoba, choć nadal tęsknię za takim bardziej ostrzejszym brzmieniem, jakie kiedyś wykonywali. Ale jest dobrze, cieszę się. A cieszę się podwójnie, bo w tym roku w końcu mam szansę spełnić jedno ze swoich większych marzeń, a mianowicie pojechać na ich koncert w sierpniu w Krakowie. Bilet kupiony, szmat czasu jeszcze, więc zobaczymy jak to będzie. Czekam na ten moment od sześciu lat, więc mam nadzieję, że się uda!

„Spłonęliśmy i wykrwawiliśmy się;
Próbujemy zapomnieć,
Ale porzucone wspomnienia
Wciąż (nas) prześladują.

Mury, które wybudowaliśmy
Od podstaw i pigułki,
Które połykamy, dopóki
Nie rozmawiamy.”

Dangerous Night

2. „Pocztówka z kosmosu” – Kortez

Nie dawno odkryłam tego artystę, choć okazało się, że jest już bardzo znany w Polsce. Ma on na swoim koncie piękne piosenki, a tak naprawdę każda z nich jest unikalna i wyjątkowa. Teksty głębokie i dające do myślenia, czyli takie jakie lubię.

„Sikałem w torebki, jadłem jak pies,
a eksperyment przeciągał się
jedyną radością był kosmiczny gig
tak na to wołałem otwierając drzwi

Na orbicie dźwięk przeszywał nicość,
a gitary gryf był mi kotwicą, na dnie
i choć na dole świat to był żart
to w tym mrowisku daleko tam

Czekasz ty, czekasz ty”

Pocztówka z kosmosu

3. „Save the Last Dance for Me” – Dolly Parton

Ta piosenka w wykonaniu Dolly Parton i muzyka country skradły moje serce.

„Możesz uśmiechać się każdym uśmiechem do faceta, który trzyma Twoją rękę
W świetle księżyca.”

Save the Last Dance for Me

4. „Something I Need to Know” – Hurts

Zasłyszana w tamtym tygodniu, ale codziennie ją słucham. Nie da się inaczej. Ta piosenka jest czymś na pograniczu popu, ale nie całkiem.

„Powiedziałaś, że jest za późno, aby wejść do środka
Mam nadzieję, że wypracowałaś swoje alibi
Mówisz, że jestem pijany i przewrażliwiony
Ale widzę po twoich oczach i tonie twojego głosu
Że czegoś mi brakuje
Czegoś, co starasz się ukryć 
Jestem zmęczony podejrzeniami, zmęczony rozmyślaniem dlaczego”

Something I Need to Know

5. „Like Going Down Sideways” – Cut Worm

Specyficzna muzyka, melodia, głos. Trochę kojarzy mi się to z Oasis. I to nawet bardzo.

„Nie myśl, że mogę to wziąć
Pożegnaj się, bo gdzie teraz jesteś
Kiedy wchodzę na rynek
Zobacz długie dziewczyny z falującymi włosami
Ze światłami na drodze, dziecko
A świat pokocha twój umysł
W czarnej wodzie blakną
Nie masz szansy, lalko, żadnej szansy”

Like Going Down Sideways

 

B.

 

Środek Wszechświata

Nie mam pojęcia, jak zacząć tą opowieść. Opowieść może nieciekawą, ale o mnie.

Odkąd „uśmierciłam” swojego bloga wcale nie czułam się lepiej. Raczej bardziej wmawiałam to sobie, że wszystko jest w porządku, już nikogo nie zanudzam. Moje życie nie jest ciekawe, nie jest pełne przeżyć i przygód, raczej jest w nim mnóstwo emocji i uczuć, których niekoniecznie pragnę. Nie jest interesująco, ale jest prawdziwie.

Nie pamiętam kiedy przestałam pisać… Listopad… Grudzień? Nie wiem. W każdym razie postanowiłam na nowo odbudowywać siebie. Nowe nastawienie do życia i do świata… Może nie wychodzi mi to najlepiej, ale staram się żyć, niż tylko egzystować.

Po pierwsze, nauczyłam się opanowywać mniej więcej swoją złość i ogólnie trzymać emocje na wodzy. Z tego najbardziej jestem dumna. Przez to być może poprawiły się moje stosunki z rodzicami. A raczej nie tyle co poprawiły, a wstąpiły na ścieżkę pokoju. Po prostu żadne z nas stara się nie tworzyć konfliktów, że tak powiem. To wcale nie świetne i nie to czego oczekiwałam, ale okej, wystarczy mi. Jedyny, kto mnie rozumie w tej rodzinie to moja babcia i mój tata (powiedzmy).

Po drugie, nauczyłam się żyć z pustką w sercu. Wiem, że nic z nią nie zrobię, więc zamiast ją pogłębiać to ją zaakceptowałam, jako część nowej mnie. Pogodziłam się na zawsze ze śmiercią Chestera. To był jego wybór, a ja wiem, że po drugiej stronie jest mu teraz o wiele lepiej. To mi wystarczy. Może to głupie, ale kiedyś jak wracałam z cmentarza na piechotę do domu, mijałam mężczyznę, w którym widziałam jego twarz i jego uśmiech. Tak mnie zamurowało, że nie potrafiłam ruszyć się z miejsca. Mężczyzna tylko właśnie się do mnie uśmiechnął i poszedł dalej. To głupie, wiem o tym już doskonale, ale tylko mówię, co widziałam.

Ale było piękne.

Boli dalej, ale jak już mówiłam, to dobry ból. Jedynie mi o nim przypomina. Zamiast płakać, przyłapuję się na tym, że szeroko się uśmiecham, kiedy o nim czasami myślę. Już nie tak dużo jak kiedyś, bo wszystko wraca do porządku, ale myślę o nim. To dobra rzecz.

Okej, nie chcę więcej o tym pisać.

Po trzecie, zepchnęłam powierzchowne kwestie na drugi plan. Znaczy to tyle, iż nie stawiam idealnego swojego wyglądu za priorytet w moim życiu, choć nadal chciałabym wyglądać pięknie. Nie to jest najważniejsze. Ostatnimi czasy stałam się jeszcze bardziej ckliwa i nostalgiczna. I przyznam, że to wcale mi nie przeszkadza. Jakoś lubię to nowe uczucie. Lubię skupiać się na duszy człowieka, znów uwielbiam obserwować ludzi i otaczający świat.

Po czwarte, czuję jak coś pojawia się, ale momentalnie znika mi przed oczami. Chodzi mi o taką jakby namiastkę szczęścia, której nie mogę uchwycić. Staram się, ale to nadal umyka. Być może jestem blisko, dlatego coraz bardziej mi trudno to zatrzymać.

Po piąte, już wiem jak zasypiać, żeby szybko zasnąć. Miałam z tym problem od paru tygodni. Kładłam się spać, a zasypiałam po około 3-4 godzinach. To była czysta katorga. Ale jakoś wynalazłam „sposób”. Należy owinąć się kołdrą w kokon, zgiąć jedną nogę i wyprostować. Na mnie działa haha!

Po szóste, nadal nie wstaję rano z uśmiechem na ustach. Pomimo tylu zmian we mnie i tak nie mogę się przemóc. Kładę się spać o przyzwoitej godzinie i już normalnie zasypiam, a i tak wstaję niezadowolona i nienawidząca całego świata. Nie wiem z czego to wynika.

Po siódme, brakowało mi tego nocnego pisania wpisów!

Po ósme, nauczyłam się przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest. Nic nigdy nie będzie tylko piękne albo tylko okropne. Lubię nawet tą równowagę. Nadal boję się porażek w swoim życiu, to co mnie może jeszcze spotkać, ale ten rok zrobił mnie silniejszą i odporniejszą na wszelkie przeciwności i okropieństwa losu człowieka. Nie mam klapek na oczach, widzę wszystko przejrzyście jak nigdy dotąd.

Po dziewiąte, chcę czuć się dobrze. Ale tak naprawdę nie wiem, jak się czuję. Ta gmatwanina w mojej głowie niestety nie ustała, ale są tam nowe rzeczy, które może zaprowadzą porządek. W każdym razie nie potrafię powiedzieć, jak się czuję. Mogę jedynie to, co ukazuję na co dzień: dobrze.

Po dziesiąte i ostatnie, nauczyłam się wybaczać. Może nie całkiem, ale nie trzymam dłużej urazy do niektórych ludzi, staram się bardziej zrozumieć ich postępowanie i przeżycia w ich życiu, które ich ukształtowały, niż obwiniać. Jasne, że mam jeszcze wiele za złe, ale większość przeminęła z wiatrem. Mam nadzieję, że w stosunku do siebie samej też to nastąpi.

Jestem wdzięczna losowi lub Bogu za wiele rzeczy, które nastąpiły. Dziękuję za wszystko.

B.

Powrót?

„Dla niego tęsknota oznaczała dotkliwy brak kogoś – nigdy „czegoś” – związany z tym niepokój, niespełnienie, nerwowość, czasami bezsenność i ogólne poczucie niepełności w życiu.”

– Janusz Leon Wiśniewski

Zmartwychwstanie tego „bloga” to dobra rzecz dla mnie. Stary i przesiąknięty, ale w nowej witrynie. 

Nie muszę chyba mówić, że ogromnie stęskniłam się za wszystkim, co hmm czułam, pisząc posty, wymieniając się z wami komentarzami, obserwując Wasze blogi. Czytać Wasze pełne otuchy i wsparcia słowa, które nadal rozbrzmiewają w mojej głowie, bo to także pomagało mi w trudniejszych chwilach w moim życiu. I nadal pomaga. Pamiętam każde Wasze słowo, jesteście dla mnie jedną z piękności tego świata. 

Tęskniłam także za pisaniem tego wszystkiego, nawet jeśli to była jedna wielka kupa śmieci i wypocin. Oczyszczało mnie to tak naprawdę, zlatywało z mojego umysłu tutaj. W sumie traktowałam trochę ten blog, jak magazyn moich myśli, które potrafię nazwać, zamknąć, powracać do nich i trzymać na zawsze. Nawet jeśli było to coś okropnego, rozwalającego mnie na nowo. Lubię czasami czuć ten ból, może to dziwne, ale lubię taki ból. Ale uwielbiam też to szczęście, które też tu ujmowałam i chcę nadal to robić. Chcę nadal traktować tą stronę jak magazyn cząstek mojej duszy. 

B.

Filmy i seriale miesiąca LISTOPAD

Listopad, myślę. Nagie drzewa, ciemność, spadanie. Bóg odwraca się do nas plecami.
Nie tylko do mnie, do wszystkich. Dobrze mi z tym. Jest w tym jakaś zimna sprawiedliwość.

– Hakan Nesser

1. Twój Vincent

Oczywiście nie mogło zabraknąć tego filmu. O wielkim artyście, wrażliwym i samotnym człowieku, o niezrozumianej przez ludzi osobie.

„Chciałbym swoją pracą pokazać, co ten Nikt nosi w sercu” – Vincent van Gogh

2. Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły

Znakomite dzieło niejakiego Gore Verbinski. Kto jeszcze nie oglądał, musi zobaczyć ten film i pozostałe części 🙂 Johnny Depp jak zawsze cudowny ze swoją grą aktorską, a Orlando Bloom dopełnia całość filmu wraz z innymi aktorami.

„Elizabeth… nasz związek nie miałby przyszłości, kochanie. Przykro mi. (odwraca się do Willa) Will… Ładny kapelusz.” – Jack Sparrow

3. Na skraju jutra

Nie jestem pewna czy już nie dawałam tego filmu, ale co mi tam! Arcydzieło może się powtarzać 😉 Piękny film pod wieloma względami, tak samo jak książka i manga.

„Ludzie marnują talent, robiąc niepotrzebne rzeczy.” – Hiroshi Sakurazaka

Seriale kontynuuje te same co poprzednio.

B.

Dotyk

Kreuję i zapamiętuję wspomnienia, nadając im inny, lepszy wymiar. Te dobre chwile staram się poczuć całą sobą i nie dawno odkryłam, że to wcale nie takie trudne. Po prostu zapamiętuję każdy ruch, każdy dotyk drugiego człowieka, którego kocham, by nadal to pamiętać, gdy kiedyś mnie opuści. By moje ciało nadal pamiętało wszystko, czego doświadczyło.

Jak zamykam oczy to czuję wczorajsze gładzenie mnie po włosach przez moją mamę. Dawno tego nie robiła. I pomimo tylu złych momentów, tylu łzawych chwil, tylu cierpień i niezrozumień, taki dotyk w pełni mi wystarczy. Nie muszę mieć wszystkiego, ale namiastka takiego „szczęścia” zawsze sprawia, że to dla mnie tak bardzo drogocenne.
Pamiętam jak sama z siebie chciałam zapamiętać każdy ruch matczynych palców po pasmach moich włosów, to przyjemne mrowienie na powierzchni skórnej mojej głowy, to ukojenie jakie niosło to działanie. Zamknęłam wtedy oczy i ciałem zapamiętywałam to uczucie. Nie jest teraz prawdziwe, ale jest w mojej wyobraźni.

Lubię dotyk. Lubię czuć ciepło ciała innego człowieka, przyjaciółki czy koleżanki, czy kogoś z rodziny, czy innego zwierzęcia. Może dziwnie to brzmi, ale to sprawia, że takie ciepło nadaje kształt moim myślom i to, że wszystko wtedy wydaje się prawdziwe. Kogoś oddech, unoszenie się klatki piersiowej, mruganie, wytwarzane przez ciało ciepło. To wszystko jest tak bardzo ŻYWE.

Lubię obserwować ludzi, to jak reagują na różne rzeczy, a w tym na dotyk. Na gorąco, na zimno, na gęsią skórkę gdy słucha się muzyki.

Tą gęsią skórkę podczas słuchania muzyki nie każdy ma i powiem tak bardzo naukowo, że według jakichś tam badań, określona muzyka wpływa na pewny ośrodek w mózgu człowieka, ale nie u wszystkich osób, które wywołuje właśnie taką gęsią skórkę. To uczucie jest niesamowicie przyjemne i tak naprawdę nie często ją miewam. Ale wiadomo, co wywołuje u mnie taki stan, więc nie potrzeba pisać.

To poprzez dotyk czujemy różne struktury powierzchni przedmiotów, czy żywych stworzeń. Dzięki temu możemy poczuć nasze żywe włosy, miękką i jedwabistą trawę, słońce muskające delikatnie nasze ciało w bezchmurne dni, zimne krople deszczu w ponury dzień, oparzenie od patelni czy piekarnika, dotyk drugiej osoby.

Tak naprawdę to poprzez ten zmysł najbardziej poznawaliśmy świat i w sumie nadal to robimy. Bez niego wszystko wyglądałoby inaczej i wcale nie lepiej. Gorzej. Dotyk daje nam doznania, które składają się na szczęście człowieka.

Zachowuj się tak, jakbyś już był szczęśliwy, a zobaczysz, że faktycznie będziesz szczęśliwy.
– Dave Carnegie

B.